sobota, 29 listopada 2014

PROLOG

Jest cicho, za cicho. Nie wiem co się stało. Ból rozwala mi głowę. Otwieram oczy, światło mnie oślepia. Po chwili wszystko sobie przypominam, wracałam z wakacji razem z rodzicami, kiedy na drodze pojawiły się jakieś postacie, było ciemno, nie widziałam ich. Tata nie zdążył wyhamować i wjechaliśmy w nich, samochód się przekoziołkował i straciłam przytomność. Teraz oczy przyzwyczajają mi się do światła, leżę we wraku samochodu. Sama. Z trudem wychodzę z niego i rozglądam się. Jestem na przedmieściach Atlanty, kilka przecznic od mojego domu, a wszędzie jest pełno krwi, zmasakrowanych zwłok i samochodów pozostawionych na środku ulicy. Nie widzę żadnych ludzi. Postanawiam, że pójdę do domu, może zastanę tam rodziców, a jeśli nie jest tam dużo broni, to jest hobby mojego taty. Pracował w policji, był antyterrorystą, ale broń również fascynowała go prywatnie, a dzięki swojej pracy miał na nią pozwolenie. Często jeździłam z nim do lasu, albo na strzelnice, nauczył mnie posługiwać dużą ilością broni. Mama myślała, że niepoważny, ale ja to kochałam, tak samo jak on. Podchodzę do najbliższego ciała, ma rozszarpane gardło, jakby zakatowało go dzikie zwierze. Na szczęście nigdy nie bałam się krwi, ani nie znałam tego mężczyzny inaczej to mogłoby być dla mnie trudne. Trzyma w ręce katanę, schylam się żeby ją wyciągnąć, nie umiem się nią posługiwać ale wiem, że może mi się przydać i jeśli ja niej nie wezmę to zrobi to ktoś za mnie. Zwłoki mają przyczepiony do pasa zakrwawiony pokrowiec, odpinam go i sama go zakładam, jestem już brudna od krwi, ale i tak wiem, że prędzej czy później to i tak by mnie czekało. Przechodzę przez dwie przecznice i znowu wszędzie widzę to samo krew, zwłoki, samochody, pootwierane domy, żadnych ludzi. Widzę swój dom. Podchodzę do tylnego wejścia, drzwi są zamknięte. Wyciągam klucz z donicy z kwiatami i otwieram. Wszystko wygląda jak przed wyjazdem, nienaruszone. Naglę słyszę warkot, szybko wbiegam po schodach do mojego pokoju i wyglądam przez okno. Na motorze podjeżdża mój sąsiad - Mason, nigdy za nim nie przepadałam, był dziwny. Jego motor się zatrzymuje, on schodzi z niego i się rozgląda, a ja jeszcze bardziej chowam się za framugę okna. Nie zauważa mnie. Już chce wsiąść z powrotem, ale wtedy zewsząd schodzą stworzenia, coś co podobnego do ludzi, coś co nimi było. Mężczyzna wyciąga rewolwer i strzela do nich, kilku pada, ale to nic nie pomaga, bo schodzi się ich jeszcze więcej. Otaczają go, rozszarpują na strzępy i pożerają. W tym momencie zrozumiałam. To szwędacze. Apokalipsa się rozpoczęła.


Mam nadzieję, że prolog wam się spodobał. Z góry mówię, że w pierwszym rozdziale pojawi się więcej postaci i dialogi.

5 komentarzy:

  1. Kocham TWD a twój blog bardzo mi się mi się spodobał, oczywiście czekam na kolejny rozdział, informuj mnie o nim! No i zapraszam do mnie - http://itsnoteasydear.blogspot.com/#_=_
    //@caareer

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, hej c:
    Tutaj @BonnieLupin z aska ^^
    Więc tak... masz ogromnego plusa za to, że od razu coś zaczyna się dziać.
    I za narratora pierwszoosobowego oraz czas teraźniejszy ^^
    Ogólnie bardzo fajne i czekam na ciąg dalszy :>
    Ach, mam tylko jedną drobną uwagę :) Pisze się "szwędaczy" :)
    Jeśli możesz, poinformuj mnie na asku o pojawieniu się 1 rozdziału c:
    Pozdrawiam
    Sophie.
    --------------
    Zapraszam również do mnie: www.fight-the-dead-fear-the-living.blogspot. com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej. Jakie. . Zajebiste. Poproszę więcej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę parę powtórzeń, ale jest Ok. Z chęcią przeczytam dalsze rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na kolejną część (na asku @MisDomi77 lub @BlogDomi)

    OdpowiedzUsuń